To, czy byliśmy kochani, czy niekochani w dzieciństwie, warunkuje sposób percepcji rzeczywistości, innych i nas samych. Wspomnienie decydują o tym, jacy jesteśmy, determinują nasz sposób ubierania się, chodzenia, mówienia, a nawet życie rodziny, którą założyliśmy czy założymy. To one nas wykreowały. Ale uzdrowienie wewnętrzne nie polega na amnezji.

Wyobraźmy sobie, że Bóg wymazuje nam z pamięci naszą historię. Utracilibyśmy swoją wyjątkowość, wszyscy stalibyśmy się tacy sami. Właśnie nasza wyjątkowa historia, zbudowana z osobistych wspomnień, odróżnia nas od innych. Nasze wspomnienie nie są neutralne. Szczególnie te bolesne bywają naładowane, gotowe wybuchnąć w każdej chwili. Niektóre są jak nieustający, wewnętrzny krwotok, który wyczerpuje duszę. Wystarczyło, że pewnego dnia usłyszeliśmy: „Jesteś idiotą! Niczego nie osiągniesz” i rzeczywiście przez całe życie tułamy się od niepowodzenia do niepowodzenia, nie mogąc wydobyć się z apatii.

Pierwszym etapem uzdrowienia jest przyzwolenie, żeby bolesna przeszłość, wszystkie wydarzenia sprawiające nam ból, wydostały się z nieświadomości do pamięci. Pamięć jest czymś w rodzaju strychu, na którym gromadzimy niechciane wspomnienia. Bóg chciałby tam zrobić porządki. Chciałby, abyśmy odkryli fantastyczne rzeczy. On wie, że pod zewnętrznym nieporządkiem i kurzem kryją się skarby przyszłej radości.

ŹRÓDŁO: BRAT REMI, PORZUĆ SWOJĄ PRZESZŁOŚĆ, CZYLI O UZDROWIENIU PAMIĘCI
MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST,  NUMER SPECJALNY 2011, O DOROSŁYCH DZIECIACH ALKOHOLIKÓW, SKRĘPOWANI DZIECIŃSTWEM
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTUhttp://sklep.e-medialist.pl