Bóg istnieje niezależnie od tego, czy i jak Go sobie wyobrażamy. Nie jest nam dany w bezpośrednim doświadczeniu, dlatego tworzymy sobie jakieś Jego obrazy, przez które staje się nam bliski. Na kształtowanie Jego obrazu największy wpływ mają postawy rodziców, kultura, osobowość oraz indywidualne doświadczenia życiowe. To, jaka „twarz” zostaje przypisana Bogu, zależy od tego, który z tych czynników oddziałuje mocniej.

Nie wszyscy wiedzą, jaki jest ich obraz Boga. Jedni są świadomi obrazu Boga, do którego odnosi się ich wiara, inni nie są nim zainteresowani i nie chcą tego zmieniać, a jeszcze inni mają obraz wymagającego i osądzającego Boga i robią wszystko, aby się od niego uwolnić. Kolejni powiedzą jeszcze, że Bóg jest siłą przepełniającą świat i nie można Go sprowadzać do jakichkolwiek osobowych wyobrażeń.

W większości przypadków osoby wierzące mają tendencję do przypisywania Bogu cech pozytywnych lub negatywnych. Postrzegają Go więc jako kogoś, kto jest obecny w ich życiu, wspiera ich i im doradza lub jako kogoś, kto jest zdystansowany, bierny, chłodny i karzący. Z badań wynika, że negatywny obraz Boga mają o wiele częściej osoby, których relacje z rodzicami nie układały się pomyślnie, były zaburzone i nie zabezpieczały ich emocjonalnych potrzeb, gdy byli dziećmi.

Bóg jak przytulanka

Już czteroletnie dziecko potrafi przypisywać przyczynę danego zjawiska bytom widzialnym (np. rodzicom) i niewidzialnym, niematerialnym (np. Bogu, aniołom). Czuje, że na życie jego oraz bliskich mu osób może mieć wpływ postać, którą nazywa się Bogiem lub duchem. To, w jaki sposób dziecko będzie Go postrzegać, zależy w pierwszej kolejności od postaw rodziców, od tego, jak odnoszą się oni do dziecka, czy okazują mu troskę, zaufanie i miłość, a więc od jakości przywiązania, jakie zaistnieje między dzieckiem a znaczącą dla niego osobą (rodzicem bądź opiekunem).

Teoria tzw. obiektu przejściowego mówi, że dzieci przypisują czasami otaczającym je przedmiotom nadzwyczajne moce, których zadaniem jest redukcja lęku pod nieobecność rodzica/opiekuna. Przykładowo, kiedy dziecko zostaje samo w ciemnym pokoju, tuż przed zaśnięciem, przytula się do misia. Maskotka pełni funkcję zastępczą względem rodziców, dzięki niej zaspokojona zostaje potrzeba bezpieczeństwa i pewności, że nic złego się nie stanie, bo miś w razie potrzeby obroni przed złem.

Kiedy dziecko dorasta, zaczyna rozumieć, że miś jest tylko zabawką i nie może pełnić funkcji obronnej. Ta zdolność do symbolizacji bierze swój początek w formowaniu się obrazu Boga u dziecka, ale Bóg jako „obiekt przejściowy” nie jest wymysłem wystraszonego przez ciemność dziecka. W odróżnieniu od obiektów przejściowych, obraz Boga, jaki tworzy sobie dziecko, nie przemija. Bóg jest realną postacią, która jeśli nie spełnia oczekiwań (np. nie wysłuchuje modlitw, aby rodzic przestał pić), jest spychana na peryferie świadomości. Dorosły człowiek może zachować ten dziecinny wizerunek Pana Boga. Oznacza to, że pod względem religijnym osoba ta zatrzymała się na poziomie dziecka.

Trzeci rodzic

We współczesnej psychologii funkcjonują dwie rywalizujące ze sobą teorie kształtowania się obrazu Boga. Pierwsza z nich, zwana teorią odzwierciedlenia podkreśla, że obraz Boga u dziecka odpowiada obrazowi rodziców. Jeśli dziecko postrzega rodziców jako emocjonalnie dostępnych, troskliwych i dających poczucie bezpieczeństwa, będzie mieć pozytywny obraz Boga i siebie. Znaczy to, że będzie czuć się kochane zarówno przez rodziców i Boga, będzie im ufać. Jeśli obraz rodziców będzie negatywny, to przeniesie się on również na sposób postrzegania Boga i siebie samego. W tym przypadku Bóg będzie odległy, nieczuły, wymagający i karzący, a dziecko będzie mieć niskie poczucie własnej wartości.

Druga teoria, nazwana teorią kompensacji wskazuje, że zarówno chłopcy jak i dziewczynki postrzegają Boga jako bliską im osobę, kiedy ich rodzice są emocjonalnie trudno dostępni. Jest to również częsty model w okresie dorastania. W świetle tej teorii dzieci traktują Boga jako „trzeciego” (brakującego) rodzica. Dziecko potrzebuje kogoś, kto by się nim interesował, dla kogo mogłoby być najważniejsze. W takiej sytuacji Bóg staje się Wielkim Przyjacielem. Niebezpieczeństwo polega na tym, że dorastające dziecko chciałoby, żeby Bóg był zawsze takim rodzicem, a On nigdy nim nie będzie na warunkach dziecka. Nigdy nie będzie pełnić funkcji ojca lub matki w zastępstwie tych pijących i nieobecnych.

Jego opiekuńczy obraz prędzej czy później zostanie skonfrontowany z życiowymi doświadczeniami, a ponieważ Bóg nie spełnia wszystkich życzeń, stanie się adresatem pytań i skarg: dlaczego milczy, kiedy jest zadawane cierpienie? Czy w ogóle istnieje? A może był tylko chwilowym złudzeniem? Obraz Boga jest też kształtowany w odpowiedzi na obraz siebie samego. Jeżeli dziecko wychowujące się w rodzinie alkoholowej nie otrzymało potwierdzenia, że jest kochane, doceniane i potrzebne, będzie mieć niskie poczucie własnej wartości, nie będzie siebie kochać.

Aby DDA mogło kochać samo siebie, musiałoby najpierw doświadczyć miłości od któregoś z rodziców bądź bliskich mu osób w sposób bezwarunkowy. Jeżeli tak się nie stanie, Bóg również będzie dla niego postacią niekochającą, niedającą się kochać, kontrolującą i dominującą. Będzie zdystansowanym starcem siedzącym na chmurce. Co więcej, jeśli DDA uważa się za osobę mało wartościową, nikomu niepotrzebną, Bóg w jego odczuciu może być kimś o ograniczonych możliwościach, kto ma znikomy wpływ na życie. Im więcej negatywnych cech w obrazie Boga, tym większe prawdopodobieństwo, że rodzina, w której wychował się dany człowiek, nie zaspokoiła jego dziecięcych potrzeb.

Wierzę w Boga, ale Mu nie wierzę

Trudnością, z jaką muszą sobie radzić dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, jest ambiwalentny sposób doświadczania uczuć rodziców. Trudno jednoznacznie odrzucać rodziców wykazujących przeciwstawne zachowania. Jak można odtrącać pijącego rodzica, który mimo że jest agresywny i nieprzyjemny, czasami ujawnia swoje łagodne oblicze i przytula, całuje, interesuje się ważnymi dla dziecka sprawami. Stwierdzenie, że ojciec nigdy nie przytulił, nie powiedział, że kocha, byłoby kłamstwem.

Dziecko, które otrzymało okruchy miłości w całym worku patologii, woli taki worek niż puste ręce. Relacje z rodzicami są ambiwalentne, bo dziecko potrzebuje przynajmniej okruchów miłości, więc jeśli gdzieś je zobaczy, nie zrezygnuje z nich tylko dlatego, że są w nieładnym opakowaniu. Tata jest niedobry, ale czasami kocha. Dziecko zawsze będzie wierzyć, że nie jest taki zły, jak mówią ludzie dookoła. Jest przekonane, że nadejdzie dzień, w którym przestanie pić i będzie kochającym i czułym tatusiem.

Nie wiedzą jednak, że ojciec się nie zmieni tylko dlatego, że ktoś mu to nakaże. Będzie mieć zatem problem w relacji z Panem Bogiem, bo przecież prosi Go o to, żeby zmienił tatę. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do kryzysu wiary, bo Bóg, który jest dobry, powinien wysłuchiwać szczerych modlitw, a skoro tego nie czyni, musi być zły. Jak zatem można Mu ufać i powierzać w opiekę swoje życie?

Zdarza się, że osoba wierzy w istnienie Boga, ale nie w Jego siłę, obecność i pomoc. Jeśli ktoś postrzega Boga jako mającego wpływ na ludzkie życie, chcącego słuchać i pozwalającego modlitwom wpływać na reakcje, najpewniej zbuduje z Nim relację opartą na wierze i zaufaniu. Natomiast osoba uważająca Go za wyrachowanego i precyzyjnego Zegarmistrza Świata, który raz zaingerował w życie natury i ludzi, a potem przestał się o nich troszczyć, będzie mieć trudniejszą drogę do Jego poznania. Być może Bóg zostanie z jej życia całkowicie usunięty.

„Nie lubię Pana Boga”

Dorastanie w rodzinie dysfunkcyjnej powoduje u dziecka narastanie frustracji, którą trzeba jakoś rozładować. Ponieważ dziecko nie może odreagować agresji na rodzicu, atakuje Boga. Robi to z desperacji albo z chęci zwrócenia na siebie uwagi. Bunt wcale nie musi świadczyć o oddalaniu się od Boga, przeciwnie – może to być oznaka tego, że dziecko chce być blisko Niego. Uważa ono, że jeśli będzie bombardować Go swoimi wyrzutami, zdenerwuje Go i w końcu sprowokuje do konkretnej reakcji.

W każdym człowieku znajdującym się w sytuacji zagrożenia kumuluje się agresja. Agresja dziecka wobec rodzica związana jest z pragnieniem wymierzenia mu kary. Kiedy jest małe, nie może w sposób pełny wyrazić negatywnych emocji, dlatego buntuje się, gdy jest dorosłe. Chłopiec wyobraża sobie, że jako dorosły mężczyzna odpłaca ojcu przemocą za wszystkie krzywdy, których doświadczył on, jego rodzeństwo, a przede wszystkim matka.

Zdarza się, że agresja wynikająca z poczucia krzywdy przenoszona jest na Pana Boga. To także ukazuje bliskość, jaka istnieje między dzieckiem a Bogiem, bo pozwala ono sobie na bezpośrednią konfrontację z Nim, dyskusję i szukanie odpowiedzi. W rozmowie, a nawet w kłótni z Nim jest miejsce na wyrażenie swoich wątpliwości, dezaprobaty, rozczarowania, z zachowaniem świadomości, że nie wiąże się to z karą. Jest to jednak postawa rzadko spotykana.

Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej boi się najczęściej, że za pretensje oraz obelgi kierowane pod adresem Boga przyjdzie mu kiedyś słono zapłacić, bo przecież „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Łatwo jest wtedy zwrócić się do Maryi, która przyjmuje na siebie gniew Boga i osłabia Jego surowość.

Być jak Syn

Niektóre DDA szukają identyfikacji z Jezusem, by mieć pewność, że są kochane przez Boga. Uważają, że jedynym sposobem, by zasłużyć sobie na Jego miłość, jest upodobnienie się do Jego Syna, złożenie swojego życia w ofierze. Zapominają o tym, że Bóg nie chce ofiary z ich życia, bardziej zależy Mu na miłości. Żeby Go jednak pokochać, trzeba dostrzec, że jest Kimś więcej niż tylko wyobrażeniem ukształtowanym na podobieństwo rodziców. Szanse na poznanie Boga istnieją, ale potrzebny jest wysiłek i chęć rozwoju, a nie tylko nadzieja na cud. Choć łaska buduje na naturze, trzeba pamiętać, że Bóg pierwszy wychodzi w naszą stronę.

Tak więc i DDA mają swoją szansę na spotkanie z żywym Bogiem, pomimo bolesnych doświadczeń i powstałych w ich wyniku destrukcyjnych obrazów Boga.

* * * DDA muszą wybaczyć sobie, że mimowolnie weszły w rolę rodzica zanim stały się dorosłe. Zapominają o tym, że zobowiązały się do odgrywania odpowiedzialnych ról wbrew sobie, a tylko po to, by nie zawieść ukochanych osób. Po uświadomieniu sobie tego problemu powinny próbować pogodzić się same z sobą, starać się zrozumieć swoje bagatelizowane dotychczas potrzeby, nauczyć się je nazywać i odpowiednio zaspokajać. Dotychczas to inne osoby nazywały ich potrzeby i pragnienia, one same pozwalały innym za siebie decydować. Wybaczenie sobie polega na wyciszeniu głosów z przeszłości, które decydowały za nie i odgórnie formułowały im życiowe priorytety oraz na odkryciu własnych potrzeb. Wybaczenie sobie to życie na własny rachunek, to koniec uciekania. Wybieram swoje życie, bo mam do niego prawo.

Jacek PrusakJezuita, psychoterapeuta, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, współpracownik LISTU. Ostatnio wydał książkę „Poznaj siebie, spotkasz Boga”.

ŹRÓDŁO: MIESIĘCZNIK KATOLICKI LIST, SKRĘPOWANI DZIECIŃSTWEM O DOROSŁYCH DZIECIACH ALKOHOLIKÓW, NUMER SPECJALNY 2011
ZAMÓW PRENUMERATĘ LISTUhttp://sklep.e-medialist.pl/